Listopad 2009

Dokładniej połowa listopada. Dzwoni do mnie właściciel katamarana który przeprowadzałem jako załogant w zeszłym roku przez Atlantyk.
Okazuje się, że kapitan jachtu jest po dosyć ciężkiej operacji i przez ładnych kilka miesięcy nie będzie mógł żeglować.
Mam zorganizować sobie załogę i przylecieć jak najszybciej aby żeglować Cataną przez Atlantyk z Teneryfy na Martynikę jako kapitan….

Nauczony złym doświadczeniem doboru załóg na zasadzie „komercyjnej” (o tych doświadczeniach napiszę >>oddzielny artykuł, link gotowy, ale wstrzymaj konia Wodzu), dzwonię do kilku sprawdzonych żeglarzy, w tym Marka T, Lecha vel Smoka, Rafała i Piotra.
Ci dwaj ostatni, mimo, że „zaliczyli” Atlantyk w zeszłym roku i pracują w „korpo”, niemal natychmiast decydują się na kolejną już drugą wyprawę na odkrywanie Ameryki.
Dodatkowo rozmawiam z żoną czy nie chciała by się nieco przefiltrować na Atlantyku, zjeść trochę zdrowych ryb…etc.
Wiem, że nie jest za bardzo żeglowna ale ważne, że nie jest żygliwa 😉 poza tym mamy problem z „zajściem”, więc tego typu rejs „kontemplacyjny” dobrze jej zrobi.
Po konsultacji z lekarzem, który w sposób magiczny wywołuje ciążę (zresztą też zapalonym żeglarzem), żona decyduje się na wyprawę w swoje „nieznane”.
Mam więc ze mną czwórkę załogantów. Jest dobrze. Możemy startować.

10 grudnia 2009

Lecimy na Teneryfę.
Organizujemy prowiant. Na miejscu okazuje się, że sporo prowiantu zostało nam po załodze która z niewiadomych przyczyn zawróciła miesiąc wcześniej z wyprawy przez Atlantyk.
Dzwonię do armatora, okazuje się, że chodziło o jakieś niesnaski w załodze i po 2 dniach rejsu zawrócili do portu Las Galletas….

CDN…prawie jak CNN 😉

Trochę więcej piszę na temat tego pamiętnego rejsu tutaj> Zarządzanie Losem

A owocem tego rejsu jest dwójka moich dzieci Franio, Ola razem FraniOla 🙂

oraz moja obecna firma >Franiola.com – brzmi jak rajska wyspa, nieprawdaż?